Koalicja Lanckorońska na rzecz Zrównoważonego Transportu

Opinia do projektu ustawy o zmianie ustawy Prawo budowlane, ustawy - o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw

Wrażenie ogólne

Chociaż Ministerstwo Infrastruktury nie ułatwiło konsultacji zmian w ww. ustawach wysyłając trudny do studiowania projekt ustawy o zmianie ustawy, zamiast prezentacji ujednoliconych tekstów najważniejszych zmienianych ustaw lub ich fragmentów, planowane zmiany w obowiązującym prawie sprawiają dobre wrażenie. Czytając doniesienia prasowe dotyczące proponowanych zmian, donosiło się wrażenie, że nad ustawą zasiedli wyłącznie lobbyści, chcący przyspieszenia procesów inwestycyjnych za wszelką cenę. Duże obawy wiązały się przede wszystkim z planowanym zniesieniem pozwoleń na budowę. Po przestudiowaniu projektu wydaje się, że wiele z zaproponowanych rozwiązań wynika z faktycznego przeanalizowania występujących w praktyce problemów i dąży do ich rozwiązania w sposób spójny, logiczny i zapewniający stosunkowo szeroki zakres ochrony środowiska i udziału społecznego w podejmowaniu decyzji. Niektóre proponowane rozwiązania wyraźnie wzmacniają możliwość ochrony dobra publicznego, jakim jest środowisko naturalne i na pewno warto je wdrożyć. Jakkolwiek na pewno kilka z proponowanych rozwiązań jest dyskusyjnych.

Uwagi do ustawy starałem się przedstawić zaczynając od przedstawienia rozwiązań, które są bardzo dobre, stopniowo przechodząc do coraz mniej zadowalających rozwiązań. Właściwie wszystkie uwagi odnoszą się do proponowanych zmian w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Art. 2, ust 1, pkt. j propozycji (dodanie nowych pojęć do słownika ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym: „obszar przestrzeni chronionej”, „obszar urbanizacji”, „Obszar kontynuacji zabudowy”, „obszar rozwoju zabudowy”)

Proponowane nowe pojęcia w pkt. 20-24 wprowadzają bardzo potrzebne elementy do polskiego systemu planowania przestrzennego, dające możliwość bezspornego strukturyzowania przestrzeni w planach wojewódzkich i studiach gminnych. W szczególności dobrym i potrzebnym rozwiązaniem jest wprowadzenie kategorii „obszaru przestrzeni chronionej”, na którym istnieje możliwość inwestowania jedynie w sytuacji istnienia planu zagospodarowania (co wynika z planowanych zmian w rozdziale 5, art 53, ust 1 i 2 obecnej ustawy), i jego antynomii „obszaru urbanizacji”. W obecnych regulacjach z zakresu zagospodarowania przestrzennego brakowało wyraźnego akcentu na ochronę przestrzeni przed zabudową, co prowadziło do autentycznych patologii, np. stopniowego zabudowywania parków krajobrazowych i obszarów chronionych o jeszcze niższym statusie ochrony na podstawie decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowaniu terenu. Wiele miejsc bezpowrotnie straciło swoje walory, obecne w momencie ustanawiania ich ochrony. Pozostałe dodane kategorie: „obszar kontynuacji zabudowy” i „obszar rozwoju zabudowy” w sposób logiczny porządkują gradację obszarów zabudowy, w szczególności uwzględniając potrzeby zapewnienia infrastruktury technicznej. Obecnie obserwowane zjawiska, realizacji nowej zabudowy często bez zapewnienia podstawowych przyłączy i innych elementów infrastruktury, np. na osiedlach warszawskich – Białołęce i Wilanowie, są bardzo niekorzystne dla środowiska i jakości życia ludzi. Ten element ustawy warto, aby pozostał bez zmian, a nawet uległ pewnemu wzmocnieniu w toku dalszych prac. W szczególności wskazać należy, że do „obszarów przestrzeni chronionej” powinny należeć nie tylko obszary ochronne związane z ochroną przyrody, ale także ochroną dóbr kultury, np. strefy ochrony konserwatorskiej, rezerwaty i parki kulturowe. Wydaje się, że katalog takich obszarów, które wymienione są wprost w ustawie należy rozszerzyć.

Art 2, ust. 8 (wprowadzenie instytucji Mediatora)

Cenna i godna uwagi zmianą jest wprowadzenie instytucji mediatora (art 10a) podczas przygotowywania studiów, planów i innych dokumentów z zakresu planowania przestrzennego w gminie. Jednakże należy zauważyć, że w obecnej propozycji ustawy, wprowadzona instytucja pozostaje niejako w próżni. Nie jest jasne, czy mediator jest koordynatorem całego procesu udziału społecznego w imieniu wójta - na co wskazywałaby obowiązkowość występowania tej instytucji, czy jest tylko instytucja pomocnicza mająca na celu rozwiązywanie sporów w ramach tej procedury - na co wskazuje powiadamianie jej o każdej czynności związanej z konsultowaniem planów. Nie jest także jasne, w jakiej sytuacji mediator podejmuje działania mediacyjne. Wydaje się, iż wyjaśnienia w ustawie wymaga instytucja „sporu”. Wiadomo z praktyki, ze studium i plan, jako dokument kompleksowy wzbudza wiele, czasem ogólnych, czasem szczegółowych sporów. Nie jest jasne, czy mediator ma się zajmować wszystkimi, czy tez sporami spełniającymi pewne kryteria, np. tylko dotyczącymi konkretnych inwestycji (podlegających OOŚ), działek, a nie sporów natury ogólnej, np. definicji, aksjologii pewnych założeń planu i studium. Jest natomiast pewne, że zwłaszcza w dużych miastach pojedyncza osoba na stanowisku mediatora nie podoła zadaniu. W Warszawie do samego studium zagospodarowania złożona kilka tysięcy wniosków, z których każdy wiązał się z potencjalnym sporem do rozwiązania przez mediatora. Podczas procedury konsultowania studium toczyło się także co najmniej kilka postępowań dotyczących planów zagospodarowania. Wydaje się więc w takim przypadku zasadne posiadanie kilku mediatorów, np. dla różnych procesów prowadzonych jednocześnie, lub posiadanie mediatora instytucjonalnego, który działa za pomocą zespołu osób. Wyjaśnienia wymaga także sposób rozstrzygnięcia sporów przed mediatorem i ich przełożenia na konkretne zapisy studium, czy planu - zapisy studium są przecież zatwierdzane przez rade gminy, a sporządzane przez wójta, burmistrza lub prezydenta. Nie wiadomo, czy te organy są związane ustaleniami rozwiązującymi spór poczynionymi przed mediatorem, czy tez nie – co zniechęca potencjalnych uczestników sporu do korzystania z usług tej instytucji. Wreszcie rola mediatora jest bardzo podobna do funkcji jaką pełni czynność rozpatrywania uwag, opinii i wniosków z dyskusji publicznej, których uwzględnienie rozstrzyga rada gminy. Jaka jest rola mediatora w tej czynności, nie wiadomo.

Art. 2, ust. 2, pkt. b (wprowadzenie możliwości objęcia planowaniem przestrzennym w gminie obszarów zamkniętych)

Kolejnym godnym pochwały rozwiązaniem jest stworzenie możliwości prowadzenia polityki przestrzennej przez gminy w stosunku do niektórych obszarów zamkniętych. Biorąc pod uwagę, że tereny zamknięte, takie jak obszary kolejowe czy portowe często zajmują znaczną część miasta, lub wręcz budują jego tkankę (stacje kolejowe), jest to rozwiązanie od dawna oczekiwane.

Art 2, ust. 1 pkt j (dodanie nowych pojęć do słownika ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym: „umowa urbanistyczna”)

Proponowana nowa instytucja „umowy urbanistycznej” (dodanie punktu 32 do ustawy) jest krokiem w dobrym kierunku, w szczególności, jeśli chodzi o zapewnienie odpowiedniego wyposażenia w infrastrukturę techniczną obszarów nowych inwestycji. Do tej pory częste niedoposażenie, np. nowych budynków mieszkalnych w przyłącza kanalizacyjne, czy grzewcze prowadziło do absurdów niekorzystnych dla środowiska. Z proponowanym jednak rozwiązaniem umowa wiąże się jednak kilka kwestii, które budzą niepokój w zakresie możliwości udziału społecznego w ochronie środowiska. W szczególności podana definicja jest dość ogólna i nie precyzuje, a ja się wydaje powinna, że ustalenia umowy mogą dotyczyć tylko i wyłącznie inwestycji związanych z realizacją konkretnego planu miejscowego, którego ta umowa dotyczy. Zawieranie umów urbanistycznych nie powinno być ponadto możliwe w związku z wydawaniem zgody urbanistycznej w innej, niż plan zagospodarowania formie (jak się wydaje w związku z planowanym art. 26b, ust, 4. zawarcie takiej umowy będzie możliwe także bez planu). Będzie to dodatkową zachętą do lokalizowania inwestycji w ramach procedury uchwalania planu, a nie poza nią. Jednak i to nie likwiduje całkiem problemu, gdyż mimo wszystko ustalenia takiej umowy mogą przesądzać o konieczności wykonania inwestycji leżących poza terenem planu (infrastruktura ma charakter sieciowy), a zwłaszcza inwestycji wymagających oceny oddziaływania na środowisko. Posłużę, się przykładem, który choć jest abstrakcyjny, oparty jest na obserwacji rozwoju sytuacji w jednej z Mazowieckich gmin pod Warszawą. Gmina uchwalając plan zagospodarowania dla części swojego obszaru przewiduje możliwość realizacji kilku nowych osiedli mieszkaniowych, a w umowie urbanistycznej zobowiązuje się wraz z inwestorami zapewnić odbiór i oczyszczenie ścieków komunalnych z tych osiedli po upływie określonego czasu. W efekcie będzie to oznaczało np. rozbudowę lub budowę nowej oczyszczalni ścieków, czyli inwestycji wymagającej oceny oddziaływania na środowisko i udziału społecznego. Konwencja z Aarhus zobowiązuje natomiast do wykonywania konsultacji społecznych inwestycji w momencie, kiedy wszystkie możliwości będą jeszcze otwarte. Tymczasem zawarcie umowy z inwestorem zamyka taką możliwość, lub powoduje duże problemy prawne w przypadku niewywiązywania się tej umowy – a więc rozbudowa lub budowa oczyszczalni może zostać później de facto wymuszona na mieszkańcach. Stąd konieczność zadbania w ustawie, aby projekty umów zawieranych z inwestorami podlegały konsultacji społecznych na takich samych zasadach jak plan zagospodarowania (najlepiej jednocześnie w ramach tej samej procedury), zwłaszcza w zakresie listy inwestycji, które są w tej umowie zawierane.

Art 2, ust. 1, dot. pkt. j (kategoria podania do publicznej wiadomości)

Następuje tu zbytnie zawężenie kategorii „podania do publicznej wiadomości”. Należy przede wszystkim zauważyć, że w dalszej części ustawy może chodzić o podanie do publicznej wiadomości informacji dotyczącej nie tylko danej miejscowości i mającej znaczenie lokalnie (miejscowo), ale także o charakterze regionalnym, czy krajowym, np. danie do publicznej wiadomości zamiaru zmiany planu zagospodarowania województwa. Stad sugeruję zamianę frazy „miejscowej”, na „o zasięgu zgodnym z zasięgiem dokumentu podawanego do wiadomości” i usuniecie frazy „w danej miejscowości”, lub jej zastąpienie frazą „na danym obszarze”.

Art. 2, ust. 9. dot. art. Art 11 i ust. 15 dot. art 17, i ust. 22. dot art. 41.1 (przepisy regulujące procedury udziału społecznego podczas uchwalania różnych dokumentów planistycznych i wydawania niektórych decyzji planistycznych)

Przedstawiona propozycja uspołecznienia procedury uchwalania studium i planów zagospodarowania jest krokiem w dobrym kierunku. Godne pochwały jest zwłaszcza wydłużenie terminów prowadzenia konsultacji planów - studium i plan miejscowy oraz województwa minimum 6 tygodni konsultacji, przepisy miejscowe - minimum 4 tygodnie, lokalne parametry – minimum 21 dni; wprowadzenie obowiązkowych rozpraw administracyjnych, wnoszenie wniosków o zmiany także poza procedura uchwalania, dwukrotne przedstawianie do publicznej wiadomości projektów dokumentów, przed i po etapie składania wniosków. Pojawia się jednak w związku z możliwością jednoczesnego prowadzenia ocen oddziaływania na środowisko przedsięwzięć, znaczna sprzeczność pomiędzy względną ogólnością uchwalanych dokumentów planistycznych typu studium i plan województwa, ich nakierowaniem na kształtowanie przyszłego rozwoju, a szczegółowością procedury lokalizacji konkretnych przedsięwzięć. W szczególności należy zwrócić uwagę, ze dotychczasowe studia zawierały wiele potencjalnych inwestycji wymagających ocen oddziaływania środowisko, które na etapie jego przygotowywania nie były szczegółowo opracowane, co jest zgodne z faktem, iż studium wskazuje kierunki rozwoju, np. sieci tramwajowej i drogowej, wodociągowej, a nie zatwierdza istniejące już projekty. Umieszcza się daną inwestycje w studium często nawet nie wiedząc, jak ona będzie wyglądała, bo dopiero umieszczenie jej w studium stwarza możliwość podjęcia szczegółowego planowania w tym zakresie. Tymczasem propozycja ustawy jak się wydaje nie rozróżnia na etapie przedkładania wniosków dwóch rodzajów inwestycji: tych, których projektowanie już się rozpoczęło w związku z tym konieczna jest ich lokalizacja i możliwe jest przedstawienie karty inwestycji, i tych, których zamierzenie jest dopiero określane na etapie przygotowywani planu, studium (bo wynika, np. z zamierzeń innych inwestorów, ujawnionych w trakcie planowania potrzeb mieszkańców), ale wyklucza to na tyle szczegółowe opracowanie, aby można było przygotować kartę informacyjną potrzebną do przeprowadzenia postępowania lokalizacyjnego z oceną oddziaływania na środowisko. Mieskzańcy i organizacje społeczne zgłaszały często konieczność umieszczania nowych inwestycji w studiach, co czasem było uwzględniane. Wydaje się, ze nowelizacja wyklucza możliwość składania takich propozycji do studium, gdyż każdy wniosek dotyczący inwestycji będzie rozpatrywany pod katem tego, czy proponowana inwestycja wymaga OOŚ, czy nie, a jeśli wymaga, to wniosek złożony bez karty informacyjnej będzie zapewne nieuwzględniany. W związku z tym wnioski mieszkańców lub organizacji pozarządowych, jakkolwiek mogłyby być zasadne mogą być odrzucane, bo niby jak organizacja pozarządowa ma sporządzić projekt i kartę informacyjna przedsięwzięcia, którego realizacji od władz miasta się domaga. Wydaje się zatem, że jednoczesne planowanie przyszłościowego rozwoju i zatwierdzanie szczegółowych projektów lokalizacji inwestycji, wydaje się nie do pogodzenia w ramach jednej procedury i wymaga osobnego traktowania lub przynajmniej rozróżnienia. Drugi problem to fakt, iż decyzje zlokalizowane na bardzo ogólnym poziomie planu województwa, przechodzą automatycznie na poziomy niższe, w tym aż do planu zagospodarowania. W planie województwa często nie jest możliwe dokładne zlokalizowanie inwestycji w planie – na konkretnej działce, określenie konkretnie, które budynki będą narażone na jakie oddziaływania w związku z lokalizacją, co jest już zadaniem planu zagospodarowania. Odbiór tych dokumentów jest także zupełnie inny, a więc i inny charakter rozważanych oddziaływań – lokalizacja tych samych inwestycji na poziomie województwa i planu zagospodarowania dałaby zapewne zupełnie inne wyniki. Stąd zachodzi obawa, że inwestorzy będą próbowali wykorzystywać ogólność planu zagospodarowania województwa, do lokalizowania inwestycji, które powinni opiniować bardziej lokalnie. Stąd jak się wydaje konieczność wprowadzenia konkretnych kryteriów przyjęcia lub odrzucenia wniosków inwestorów na etapach bardziej ogólnych od planu zagospodarowania, np. na takiej zasadzie jak dokonywana jest selekcja organów ochrony środowiska wydających decyzję środowiskową dla inwestycji.

Art 2, ust. 20, dot. Art 26b, ust. 6 (krajowe parametry urbanistyczne)

Fakt określenia przez ministra krajowych parametrów urbanistycznych jest z punktu widzenia całego odnowionego systemu planowania negatywną niekonsekwencją, elementem, który będzie powodował obniżenie motywacji gmin do podjęcia wysiłku na rzecz przygotowywania własnych dokumentów planistycznych dla obszarów urbanizacji. Ponadto dyskusyjny jest fakt, wprowadzenia tego typu parametrów dokumentem w randze rozporządzenia. Akty prawa miejscowego, np. parametry lokalne, będą w związku z tym musiały być nie sprzeczne z tym rozporządzeniem, a więc aby zachować konstytucyjną zasadę subsydiarności, dalej idące, bardziej szczegółowe. Wydaje się jednak, iż nie jest możliwe do określenia na gruncie zagospodarowania przestrzennego co jest dalej idące – dla jednych dalej idące będzie dopuszczenie wyższej, dla innych niższej zabudowy. Może to spowodować spory przedłużające terminy uchwalania tych aktów prawa miejscowego. Jak się wydaje, w związku z Konstytucją Minister nie może wydać w rozporządzeniu dyspozycji, że akty prawa miejscowego takie jak „parametry lokalne”, „przepisy miejscowe”, czy „plan miejscowy”, anulują postanowienia jego rozporządzenia. Stąd jak się wydaje konieczność zawarcia takiego zapisu w ustawie lub innego rozwiązania tego problemu. Ponadto wnioskuję o dodanie do katalogu tych obowiązkowych (ministerialnych) parametrów urbanistycznych parametru, który obecnie występuje jako fakultatywny "minimalna wielkości przestrzeni publicznie dostępnych". Plagą podczas obecnych przepisów ustawy jest zawłaszczanie przestrzeni publicznej, dla potrzeb prywatnych - grodzenie osiedli, organizacja parkingów w miejscach, gdzie ta przestrzeń mogłaby zostac zorganizowana, zawłaszczane potencjalnych przestrzeni publicznych przez obiekty stricte komunikacyjne, targowe, handlowe. Jednocześnie obecne, ani nowe przepisy nie przewidują żadnych parametrów w zakresie dostępu do tej przestrzeni, co oznacza, że takie anomalie jak Marina Mokotów, będą mogły nadal powstawac. Przy czym należy zauważyc, że przestrzeń publiczna, przede wszystkim jako osobna od transportowej funkcja, powinna byc wymagana nie tylko w przypadku działek będących własnoscią publiczną, ale także prywatną - w tym drugim przypadku z zachowaniem odpowiedniego umiaru, np. ograniczeniu wymagania do nie wiecej niz 15% powierzchni działki. Udział przestrzeni publicznej powinien byc także różny w zależności od funkcji działki, np. dla planowanej na działce funkcji wielorodzinnej mieszkaniowej, usługowej czy komunikacyjnej, powinny to byc wskaźniki najczęściej bliskie maksimum, a dla funkcji jednorodzinnej minimalne.

Art. 2, ust. 20 w związku z planowanym art. 26b, ust, 4 (ustalanie realizacji parametrów urbanizacji poza obszarem działki inwestora)

W związku z proponowanym w punkcie poprzednim wzmocnieniem funkcji parametru "minimalna wielkośc przestrzeni publicznie dostępnych" uważam za bardzo niekorzystne zezwolenie na faktyczne przerzucenie na gminę obowiązku spełnienia niektórych parametrów urbanistycznych obowiązujących na działce inwestora, zwłaszcza parametru dotyczącego ilości miejsc parkingowych. Obecnie to własnie parkowanie, w tym nielegalne, jest największą przyczyną niedoboru przestrzeni publicznych w miastach, na parkingi przeznaczane są dotychczasowe trawniki, place, skwery, szerokie chodniki (np. na ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie) które potencjalnie taką przestrzenią by byc mogły - sam zaledwie tydzień temu zakończyłem przygotowywanie raportu na ten temat dotyczącego Warszawy. Ponadto dla inwestora pozbycie się wymogoów dotyczących parkowania to chyba największa ulga, bo może on wybudowac więcej mieszkań czy biur, na których zarabia większe pieniądze, przy czym gmina będzie musiała wtedy zapewnic jeszcze więcej miejsc parkingowych poza działką inwestora. A więc takie dopuszczenie sprzyja inflacji zapotrzebowania na teren i będzie powodowało jeszcze większy napór inwestycji na tereny niezabudowane, zielone, rekreacyjne - jest to wiec rozwiązanie przeczące zasadzie zrównoważonego rozwoju.

Art. 2, ust. 27, dot. Art. 67w (ostateczność decyzji stanowiących zgodę urbanistyczną oraz w sprawie zezwolenia na realizację przedsięwzięcia)

Negatywnie należy ocenić chęć nadania wymiaru ostateczność decyzjom stanowiącym zgodę urbanistyczną oraz w sprawie zezwolenia na realizację przedsięwzięcia. Mimo, iż pozostawiono możliwość zaskarżenia tych decyzji do sądu, to należy podkreślić, że sens tych decyzji jest przede wszystkim merytoryczny. Zaskarżenie do sądu daje bardzo ograniczone, jeśli nie żadne możliwości ponownego rozważenia innych merytorycznych wariantów rozwiązań. Jak się wydaje, zwłaszcza w zakresie planowania przestrzennego, powinno się pozostawiać możliwość iteracji (powtórzeń) cyklów dyskusji, które pozwalają na coraz lepsze merytoryczne rozwiązanie występującego sporu. Natomiast jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że użyto w komentowanym artykule zapisu „decyzje stanowiące zgodę urbanistyczną”, który w związku z tym włącza w krąg tych ostatecznych decyzji uchwałę o planie zagospodarowania, która ponadto jest wyjęta spod prawa odwołania do sądu (Art. 2, ust. 4). Tym samym w przypadku planu zagospodarowania nie jest możliwe jakiekolwiek odwołanie, ani od ustaleń merytorycznych, ani od uchybień formalnych, co jest sprzeczne z Konwencją z Aarhus oraz dyrektywami unijnymi dotyczącymi udziału społeczeństwa w podejmowaniu decyzji dotyczących środowiska.

Art. 2, ust. 26, dot. Art. 67e (wspólne postępowania lokalizacyjne oraz o zezwolenie na realizację przedsięwzięcia)

Wspólne postępowanie o lokalizację i zezwolenie na inwestycję powinno się odbywać tylko, jeśli inwestycja została wcześniej zlokalizowana w studium gminy lub planie województwa, a nie ma dla danego obszaru planu zagospodarowania. Po pierwsze w ten sposób możliwość prowadzenia wspólnego (i jak należy domniemywać krótszego) postępowania, będzie zachęcała do wcześniejszego włączenia inwestycji do studiów i planów. Jeśli możliwość prowadzenia wspólnego postępowania będzie także w przypadku inwestycji, które nie zostały włączone do studiów lub planów wojewódzkich, to będzie to powodowało nie chęć do zgłaszania tych inwestycji do tych dokumentów. Możliwość prowadzenia wspólnego postępowania lokalizacyjnego i o zezwolenie, zbyt silnie do tego zniechęca. Po drugie w przypadku, kiedy inwestycja nie została zlokalizowana w studium gminy lub planie województwa, tym samym należy domniemywać, że nie została ona uwzględniona w żadnej strategicznej ocenie oddziaływania na środowisko. I taka strategiczna ocena, przebiegająca na innej płaszczyźnie, niż zwykła ocena oddziaływania na środowisko powinna być przeprowadzona osobno, w ramach wydawania decyzji lokalizacyjnej – a potem powinno to za sobą pociągać stopniowe uzgodnienie tej decyzji z obowiązującymi studiami planistycznymi. Dopiero następnie osobno, należy wydać zezwolenie na inwestycję. Obydwa te postępowania powinny się odbyć z udziałem społeczeństwa.

Art. 2, ust. 4 (brak możliwości odwołania od do sądu od decyzji dotyczących uwzględnienia uwag, opinii i wniosków do dokumentów planistycznych)

Zmiany w artykule 6 uważam za pozytywne wyjaśnienie kwestii charakteru władztwa planistycznego, w jego związku z prawem własności - dotychczas jak się wydaje brakowało tak jasnego wyjaśnienia czym w istocie jest planowanie przestrzenne. Natomiast nowe brzmienie artykułu 7 stoi w sprzeczności z ratyfikowana przez Polskę Konwencją z Aarhus w zakresie dostępu do sprawiedliwości w sprawach ochrony środowiska. Podczas uchwalania i planu zagospodarowania województwa, studium gminy lub planu miejscowego, mają być jednocześnie prowadzone postępowania w zakresie oceny oddziaływania na środowisko zgłoszonych inwestycji. Zwłaszcza ponieważ plan miejscowy, stanowi tzw. zgodę urbanistyczną, której charakterystyka wyczerpuje znamiona tzw: „kluczowego zezwolenia na realizację inwestycji” (development consent), a studium gminy wiąże jej organy przy wydawaniu zgody urbanistycznej to zgodnie z Konwencją z Aarhus i dyrektywami Unii Europejskiej powinna być tutaj możliwość odwołania się do sądu, przynajmniej w zakresie wniosków dotyczących inwestycji, które wymagały oceny oddziaływania na środowisko. W przeciwnym razie postanowienia art 9, ust 2, konwencji z Aarhus o umożliwieniu społeczeństwu dostępu do sadu w zakresie ochrony środowiska, nie są tutaj zagwarantowane. Ewentualnie należy w odrębnych przepisach ustalić, iż wnioski kierowane do studium lub planu, dotyczące konkretnych inwestycji, które w ramach procedury uchwalania planu podlegają ocenie oddziaływania na środowisko, podlegają zaskarżeniu, ale fakt zaskarżenia nie podważa ważności pozostałej części planu. Jednakże to rozwiązanie zdaje się zbytnio komplikować sytuację tych dokumentów w obrocie prawnym.

Art. 2, ust. 12, dot. art. 9 (wymuszenie zmian w planach zagospodarowania w związku z ustaleniem lokalizacji dróg, kolei lub przedsięwzięć Euro 2012)

Bardzo niedobrym rozwiązaniem jest całkowite wyłączenie z planowania przestrzennego prowadzonego przez gminę inwestycji w drogi, koleje i przedsięwzięcia Euro 2012, dla których wymagane jest uzyskanie osobnych decyzji lokalizacyjnych poza tym systemem. Należy zauważyć, ze studium i plan są dokumentami porządkującymi sprawy zagospodarowania przestrzennego, do których muszą i stosują się po ich uchwaleniu mieszkańcy - lokalizują swoje budynki mieszkalne, lokale usługowe itp. Pozostawienie możliwości wzruszenia ustaleń studium i planu przez decyzji lokalizacyjne dla dróg, kolei i przedsięwzięć Euro 2012 działa destrukcyjnie na cały zaproponowany system planowania w gminie - podważa wiarygodność uchwalanych studiów i planów, a tym samym też wiarygodność instytucji, które je przygotowywały. Sytuacja ta wzmacnia tez postawy anty-inwestycyjne typu NIMBY, które prowadzą do przedłużania i niepotrzebnego utrudniania inwestycji. W swojej pracy spotkałem się z sytuacją, w której gmina przy aprobacie inwestora GDDKiA uchwaliła w planie miejscowym przebieg drogi krajowej inaczej, niż kilka lat później ten sam inwestor zgłosił wniosek o ustalenie decyzji środowiskowej. Jeśli dojdzie do wydania decyzji środowiskowej, a następnie lokalizacyjnej w innym, niż plan miejscowy przebiegu mieszkańcy, którzy w dobrej wierze budowali się w zgodzie w planem będą teraz często musieli opuścić swoje domy lub lokale usługowe, co do których byli przekonani, że nie są zagrożone przebiegiem drogi (oraz wywłaszczeniem) w związku w istniejącymi planami. Podobnie jak w przypadku sprawy Rosiński przeciwko Polsce prawdopodobnie spowoduje to uzasadnione roszczenia przeciwko Państwu polskiemu związane z brakiem pewności co do przeznaczenia terenu w ramach systemu zagospodarowania przestrzennego. Należy zatem dążyć do szybkiego przywrócenia lokalizacji inwestycji w drogi, koleje i przedsięwzięcia Euro 2012 do odnowionego systemu planowania przestrzennego. Rozsądnym wydaje się przede wszystkim włączenie lokalizacji tego typu inwestycji do procesu uchwalania planów zagospodarowania województwa, jak to proponuje się w stosunku do innych inwestycji celu publicznego. Zwłaszcza, że ustalenia planu są i tak obowiązujące dla pozostałych dokumentów planistycznych w zakresie lokalizacji tych inwestycji.

Przygotował: Wojciech Szymalski