Koalicja Lanckorońska na rzecz Zrównoważonego Transportu

Są szanse, że za cztery lata podróż pociągiem z Zielonej Góry do Gorzowa będzie trwała nie jak teraz trzy godziny, ale o połowę krócej.

PKP chce wyremontować 120 km linii kolejowej między stolicami województwa. Inwestycja ma kosztować 130 mln zł. W tej chwili linia kolejowa na tej trasie jest w katastrofalnym stanie technicznym. - To linia 5-6 kategorii. A to oznacza, że czuwamy jedynie nad jej bieżącym utrzymaniem, natomiast na remontowanie linii nie ma pieniędzy. Jeśli te tory nie doczekają się solidnej naprawy, to w 2010 r. linia może zostać zamknięta - mówi Paweł Neumann, dyrektor naczelny poznańskiego oddziału PKP PLK w Poznaniu.

PKP chce jednak wyremontować i unowocześnić linie. Na odcinku Zielona Góra - Zbąszynek ma być wymieniona połowa nawierzchni. Chodzi głównie o stare, drewniane podkłady. Kolejarze planują również złagodzenie zakrętów, tak żeby na jak najdłuższym odcinku można było osiągać prędkość 120 km/godz. Zgodnie z wyliczeniami fachowców z PLK czas podróży skróciłby się na tym odcinku o blisko godzinę (z 81 min do 35 min). Kolejnym etapem byłoby wyremontowanie torów na odcinku od Zbąszynka do Gorzowa - tu PKP chce zaoszczędzić kolejne 43 min (z 99 do 56 minut). Powstanie też obwodnica Czerwieńska.

Pierwsze prace powinny się rozpocząć w 2009 i potrwać dwa lata. Jeżeli linia ta nie zostanie wyremontowana, to już w 2010 może być częściowo zamknięta. Pociągi nie będą mogły już po niej jeździć.

Zgodnie ze wstępnymi założeniami koszt całego remontu wyniósłby ok. 130 mln zł. Kolei jednak nie stać na sfinansowanie całości. - Chcemy, żeby część pochodziła z Unii Europejskiej i od samorządów. 85 proc. całej kwoty to nasze środki i unijne, a samorządy dołożyłyby ok. 15 proc. - mówi Neumann.

Udziałem w inwestycji zainteresowane są władze miejskie Nowej Soli, burmistrz Sulechowa oraz starostwa w Zielonej Górze i Nowej Soli. Na spotkaniu w Urzędzie Marszałkowskim, na którym dyskutowano o inwestycji, zabrakło przedstawicieli Gorzowa. Żeby inwestycja miała szansę powodzenia, trzeba jednak wyłożyć najpierw 400 tys. zł na studium wykonalności, dokument, od którego zaczyna się inwestycje i który jest niezbędny w staraniu się o pieniądze z Unii.

Koszty sporządzenia studium kolej chce podzielić na pół: 200 tys. zł dadzą PKP, resztę mają dołożyć samorządy. Problem w tym, że nie wiadomo, czy jest to prawnie dozwolone. - To bardzo ważna sprawa dla województwa, ale nie wiadomo, czy prawo zezwala na przekazywanie publicznych pieniędzy spółce prawa handlowego - mówi wicemarszałek Edward Fedko. Wątpliwości zobowiązał się rozstrzygnąć poseł PiS Jerzy Materna, który ma w tej sprawie złożyć pytanie do biura prawnego Sejmu.

Jeżeli inwestycja by się udała, najprawdopodobniej zwiększyłaby się liczba połączeń - W tej chwili jest ich mało, bo takie jest zapotrzebowanie, mało kto chce jeździć, skoro pociąg jedzie tak długo - mówi Paweł Neumann.