Koalicja Lanckorońska na rzecz Zrównoważonego Transportu

Wakacje sprzyjają podróżom - ten oczywisty banał znany jest z praktyki własnej i memłania innych chyba każdemu. Ja również, korzystając z wolnych dni, miałem okazję ostatnio testować jego prawdziwość na sobie. A ponieważ podróże kształcą, czasem podczas nich nowe pomysły na artykuł jakoś tak same wpadają do głowy (przez co przyszykowany przed wyjazdem artykuł nieco się zakurzy), a klawiatura laptopa lub zeszyt bezwiednie wskakuje w ręce, które zaczynają pisać i pisać. Zwłaszcza, gdy podróżuje się z PKP czasu na przemyślenia i genialne pomysły nie brakuje... a więc do rzeczy...

7x do widzenia

Na początek chciałbym nie na żarty pogratulować naszemu Państwowemu przewoźnikowi - PKP Przewozy Regionalne. Powód jest nie byle jaki... otóż śmiem twierdzić z pełną powagą, ze Polska Kolej Państwowa dumnie i dostojnie wkroczyła ostatnimi czasy w XX wiek w dziedzinie informacji pasażerskiej. Celowo nie piszę XXI, bo teraz już standardy u konkurencji są nieco inne, ale fakt nadrabienia zaległości cywilizacyjnych jest godny nie tylko odnotowania, ale i głosnego przyklaśnięcia!

Otóż nie dalej jak wczoraj (czyli 17 lipca 2007 roku) miałem przyjemność skorzystać z usług ww. przewoźnika na trasie Suwałki - Warszawa Wschodnia. Jakież było moje zdziwienie, gdy po zajęciu miejsca w przedziale pospiesznego "Jaćwinga" z głośników systemu audio, zainstalowanego w wagonach Bdnu (typowy wagon 2 klasy) jeszcze podczas ich budowy w latach 80-tych, usłyszałem coś więcej niż ciszę. Ba, nie były to też trzaski, skrzypy (to akurat zdarzało mi się już słyszeć), ale prawdziwa, ustna informacja głosowa!

W Suwałkach obsługa powitała swoich przewspaniałych żywicieli (tj. pasażerów) na pokładzie pociągu i życzyła nam miłej podróży, wymieniając przy okazji wszystkie stacje na których zatrzymać się miał planowo pociąg podczas całej podróży do Wrocławia. Później przed każdą stacją pojawiała się zapowiedź dająca czas do przygotowania się na opuszczenie pociągu i czułe żegnanie pasażerów (wszystkich, bez wyjątku). Przy okazji wspominano, by bagażu w pociągu nie zostawiać (bo, jak wiadomo z innego mojego artykułu, te biura rzeczy znalezionych to jedna wielka lipa).

Dzięki temu w czasie podróży zostałem czule pożegnany z 7 albo 8 razy, mimo, że przywitany byłem tylko raz. Jeszcze głupiej czuć się mogli pasażerowie jadący np. z Augustowa - oni słyszeli tylko pożegnania połączone z informacją, że skład właśnie dojeżdża do jakiejś stacji. Cieszyć się jednak należy, bo zmiana to duża i dla pasażera dużo bardziej odczuwalna niż jakiś tam remont torowiska, czy lokomotywy. W dodatku zmiana całkowicie (lub prawie całkowicie) nie wymagająca funduszy, bo przecież system ten w wagonach jest zainstalowany od kilku dekad! W każdym razie informacja głosowa się pojawiła i to się liczy. Przynajmniej do połowy trasy, bo gdzieś za Łapami system umilkł ostatecznie, nie wiadomo czy z powodu awarii, zmiany załogi pociągu, czy innego nieszczęścia.

Zapomnijmy jednak o drobnostkach i puśćmy wodzę fantazji przenosząc się w przyszłość (niestety z tego co widzę raczej daleką). Pomyślmy, jak wielką szansą na poprawę wizerunku PKP w oczach klientów może być tak proste urządzenie jak głośnik połączony odpowiednimi bebechami z mikrofonem i kumatą osobą z dobrą dykcją posadzoną przed nim. Wyobraźmy teraz sobie, że wsiadając do pociągu na dowolnej stacji (nie tylko na pierwszej!) jesteśmy witani przez sympatyczną obsługę pociągu i życzy nam się przyjemnej podróży. Później dowiadujemy się jaka stacja jest następna, gdzie siedzi obsługa pociągu (to ważna informacja dla osób chcących nabyć bilety), ile wynosi aktualne opóźnienie, czy w pociągu jest wagon WARS lub czy ewentualnie będzie chodził ktoś z wózeczkiem i coś sprzedawał. Co kilka stacji ktoś przypomina nam trasę pociągu podając planowy czas przybycia i ewentualne opóźnienie, dzięki któremu wiemy ile stacji nam zostało do celu i za ile tam dotrzemy (czyli też np. za ile ma tam po nas być rodzina). Przed dojechaniem do stacji miły głos informuje nas, że się do niej zbliżamy i dziękując za wspólną miłą podróż zaprasza nas znowu do skorzystania z usług spółki PKP. Ewentualnie przeprasza, że dotarliśmy z opóźnieniem.

Czy już poczuliście się Państwo jak w bajce z "Krainy tysiąca i jednej podróży", albo co najmniej w pociągu gdzieś na Zachodzie? A to wszystko drzemiące możliwości zapomnianego i nie używanego od lat systemu audio, który zainstalowany jest w praktycznie każdym wagonie używanym dziś przez PKP. A jak ucieszyłyby się z takiej informacji głosowej osoby niedowidzące i niewidzące, dla których będzie ona jedynym kontaktem ze rzeczywistością umykającą w pędzie? A i jeszcze jedno, tak na wypadek, gdyby ktoś nie lubił głosu obsługi: my jako pasażer nic nie musimy... jeżeli nie chcemy słuchać informacji, jednym ruchem pokrętła wyciszamy instalację i np. kładziemy się spać lub oddajemy się lekturze ulubionej książki.

Można pójść w fantazjowaniu nawet jeszcze dalej... tematyczne kanały audio z dowcipami, muzyką, bajkami dla dzieci, słuchowiskami radiowymi... każdy przedział słucha sobie czego chce, jak głośno chce i wtedy, kiedy chce. Niekoniecznie zresztą na żywo, bo by obsługi do czytania tego wszystkiego nie starczyło. Może być przecież z taśmy (ją też wynaleziono w XX wieku), albo innego nośnika, nawet cyfrowego. To już jednak wymaga pewnych inwestycji w infrastrukturę audio, a na to niestety nie ma pieniędzy. Może kiedyś, ktoś napisze jakiś projekt o dofinansowanie do UE i wykorzysta go na takie "drobnostki" wyposażeniowe w np. 200 wagonach zamiast na gruntowną modernizację pięciu... będzie to napewno zauważone przez wszystkich.

W gąszczu niechcianej informacji

Nieco wcześniej, bo w czerwcu miałem zaś możliwość poczuć na własnej skórze jak sprawdza się inny podbijający obecnie pociągi wynalazek - informacja wizualna. Krótko mówiąc, chodzi o takie niewielkie (niestety) wyświetlacze mozaikowe lub diodowe, które spotkać można w części pociągów podmiejskich i szynobusów, a szerzej znane nam chociażby z pojazdów komunikacji miejskiej. Pojazdem z takimi bajerami miałem okazję jechać z rowerem na Hel z Gdyni Głównej. Trasa to dość często uczęszczana przez turystów, a jednocześnie zupełnie mi nieznana, więc tym bardziej się cieszyłem z  bogatego wyposażenia pojazdu. Ten bowiem miał nie tylko diodowe wyświetlacze zewnętrzne jasno i wyraźnie pokazujące dokąd pociąg zmierza (w starych EZT nigdy nie było się do końca pewnym), ale też i wyświetlacze wewnątrz pojazdu, które są przydatne pasażerowi będącemu już w środku składu.

Możliwości konfiguracyjne tego ustrojstwa są olbrzymie, niezależnie czy jest to system PIXEL, R&G, czy innego producenta. Wyświetlacze zewnętrzne mogą pokazywać jedno, wewnętrzne drugie. Wyświetlać można stację docelową, trasę pociągu, datę, godzinę, nazwę najbliższego przystanku, przypomnienie o imieninach w danym dniu i setkę innych mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy. A jak się coś nie mieści naraz, można zmienić rozmiar czcionki, albo pokazywać po kawałku.

I tu rodzi się właśnie problem... o ile część informacji jest pasażerowi potrzebna i przydatna, o tyle wyświetlanie co pół minuty informacji o tym, że dziś imieniny ma Krystyna i Józef, bo jest przecież fafnasty czerwca i do tego piątek jest raczej mało pożądane, a na dłuższą metę wręcz irytujące. A jeżeli dodatkowo z owych wyświetlaczy nie można się przy okazji dowiedzieć nic bardziej użytecznego (np. właśnie informacji o następnej stacji, czy trasie pociągu), człowiek zaczyna podświadomie szukać procy i śrutu w zasięgu ręki.

I tak, jadąc w tłoku z dużym (bądź co bądź) bagażem jakim jest rower, nie widząc okna i nie mogąc się przygotować na to, że już za chwilę będzie "moja stacja", trwałem w niewiedzy, raczony kolejny raz informacją o imieninach, dacie i dniu tygodnia. Rezultat? We Władysławowie skład złapał kilkanaście minut opóźnienia, bo stanowcza ekipa trzech rowerzystów pod moją wodzą najpierw przebijała się do swoich pojazdów przez pół składu, potem odpinała je od stojaków, potem wypraszała z pojazdu ludzi stojących w wejściu i uniemożliwiających wyładunek na peron, wyładowywała ważące po 40 kilo rowery z ciężkimi sakwami, a na końcu radośnie obserwowała owczy pęd ludzi zabijających się ponownie wsiadając do pojazdu w walce o to, by nie zostać na peronie. A wszystko to z jedną osobą cały czas uczepioną hamulca awaryjnego, co by przypadkiem drużyna konduktorska nie wpadła na pomysł odjazdu w połowie wyładunku (zdarzały się nam i takie sytuacje!)

Ponieważ i tak już wyszedłem na wandala, idiotę nie znającego na pamięć trasy pociągu i złośliwego typa, który za jedyne hobby ma opóźnianie pociągów, dodam, że kilka stacji dalej wysiadała kolejna grupa naszych znajomych z rowerami (nie mająca siły na wycieczkę rowerową przez cały półwysep Helski) i pewnie zamieszanie temu towarzyszące było nie mniejsze.

A przecież wystarczyło przeszkolić kilka osób by umiały oprogramować ten niewielki i wcale nie powalający skomplikowaniem komputerek, aby pasażerowie znowu poczuli się jak za granicą pod względem ilości i jakości informacji jaką podczas podróży raczy ich przewoźnik. Zwłaszcza, że część tych systemów dysponuje już nie tylko systemem wizualnym na zewnątrz i wewnątrz pojazdu, ale i systemem informacji audio (zwłaszcza dotyczy to nowych pojazdów, bo w modernizowanych EZT to chyba egzotyka). Do tego zazwyczaj kursują na jednej, albo kilku zaledwie stałych trasach, które można zaprogramować na stałe i mieć problem z głowy na długie lata. I znowu ucieszą się wszyscy, zwłaszcza osoby niepełnosprawne i nie znające trasy na pamięć. A ja będę mógł znowu pogratulować PKP, że nauczyło się korzystać z systemów znanych w Europie z lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku i tym samym nadrabia kolejne zaległości.

Nic nie widzę, nic nie słyszę

O ile jednak w pociągach się poprawia, o tyle na stacjach, zwłaszcza tych mniejszych, informacja nie tyle zawodzi, co jej nie ma. Zacznijmy może od rozkładów, bo ich właśnie najczęściej nie ma. Powód jest prosty - wielu miejscowych chce mieć taki rozkład w domu i trudno się dziwić, bo to przydatna rzecz. O ile w przypadku np warszawskiego ZTM, może go sobie za darmo ściągnąć ze strony www dla dowolnego przystanku i wydrukować, o tyle PKP daje wybór kupna za blisko 50 zł rozkładu sieciowego dla całej Polski, który jest równie poręczny i użyteczny jak tani, albo... zabrania tabliczki ze stacji. Trudno się dziwić, że część ludzi wybiera opcję tańszą i lżejszą, choć nie do końca legalną.

Nieco lepiej z informacją jest na stacjach większych... choć to też nie reguła. Na takiej np. Warszawie Zachodniej nie spotkałem się z żadnym wyświetlaczem pokazującym za ile i na jaki peron wjedzie najbliższe kilka pociągów. Sytuacja o tyle drażniąca, że stacja duża, przesiadkowa, a czytanie z wielgachnych rozpisek umieszczonych w słabo oświetlonym tunelu pomiędzy straganami, na których drobnym druczkiem wymienione są pociągi ruszające w ciągu całej doby z danego peronu jest niezbyt fajne, a dla wielu osób (np. starszych) zwyczajnie niemożliwe. Do tego informacja tam zapisana nie zawsze się sprawdza w praktyce... do dziś pamiętam szalony pościg z rowerami i sakwami na plecach z peronu trzeciego na czwarty, bo "Hańcza" stanęła inaczej niż wynikało z rozkładu. I nie myślcie Państwo, że pociąg ten odjechał o czasie, choć to akurat zasługa nie moja, ale trzydziestoosobowego składu obozu kajakowego, który okazał się w tym sprincie z ciężkimi bagażami po prostu najwolniejszy.

Na szczęście na stacji prócz informacji wizualnej dochodzi jeszcze informacja głosowa. Nie dość, że zazwyczaj trudno ją usłyszeć, bo akurat wjeżdża albo rusza jakiś pociąg i jest hałas. Nie dość, że najczęściej głośniki bardziej trzeszczą, pierdzą i buczą niż przekazują dźwięk ludzkiego głosu. Do tego dochodzi jeszcze osoba specjalnie dobierana pod wzgledem możliwie najgorszej dykcji i znajomości gramatyki (można usłyszeć, że peron czwarty wjeżdża, albo pociąg stoi do Wrocławia na peronie). O zapowiedziach w innych językach w ogóle zapomnijmy, to nie jakieś tam Okęcie!

Może więc przygotować tym osobom jakiś wzór prostych i krótkich zapowiedzi, w które by tylko wstawiali sobie właściwe wyrazy zależnie od tego jaki pociąg wjeżdża, na który peron, dokąd zmierza i jakie ma opóźnienie? Jeżeli spikerzy zatrudnieni w PKP tylko umieją trochę czytać, ten prosty sposób może okazać się całkiem rewolucyjny.

Podsumowanie

PKP odkrywa powoli tajniki urządzeń elektrycznych i elektronicznych. Zauważyli już fakt istnienia od dwudziestu lat we własnych wagonach instalacji nagłośnieniowej. Uczą się korzystać z mikrofonu i głośnika wynalezionego prawie wiek temu. Starają się iść z duchem czasu używając takich nowinek technicznych sprzed 30-stu lat jak wyświetlacze - zarówno zewnętrzne jak i te wewnątrz pojazdów. Czasem nawet wymienią coś, co by i na stacji było wiadomo dokąd jedzie "pociąg z daleka" właśnie wjeżdżający na peron czwarty.

Wydaje się jednak, że droga w XXI wiek - wiek wszechobecnej, precyzyjnej informacji pasażerskiej skierowanej na podawanie tego, co pasażerowi jest potrzebne i przydatne - jest jeszcze długa przed nami. A przecież bez informacji czym, gdzie i jak dojechać, pasażer zwyczajnie z usług PKP nie skorzysta. W końcu teraz ma alternatywę, nawet nie tylko w postaci własnego auta, czy busa, ale też chociażby w postaci pojazdów innego dawnego państwowego molocha - PKS-u - który też sukcesywnie inwestuje w systemy informacji głosowej i wizualnej w pojazdach i na dworcach.