Koalicja Lanckorońska na rzecz Zrównoważonego Transportu

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ma prawdopodobnie największe ,,zasługi” w tworzeniu barier i dzieleniu miejskiej przestrzeni. Budowane przez nią arterie przecinają miasta powodując liczne utrudnienia dla społeczności lokalnych, zwłaszcza dla niezmotoryzowanych. Istnienia i potrzeb tej grupy GDDKiA zdaje się albo zupełnie nie dostrzegać, albo traktować na zasadzie zła koniecznego o najmniejszej wadze, jak to miało miejsce wzdłuż trasy AK [zobacz >>>] [zobacz >>>].

Ponieważ Warszawie nadal grożą szkodliwe konsekwencje działalności GDDKiA w rejonach planowanej trasy S7 czy obwodnic, warto przyjrzeć się ku przestrodze jej wcześniejszym dokonaniom i zapobiec powtórzeniu podobnych błędów w przyszłości. Na początek odwiedzimy ulicę Księcia Janusza, która łączy Bemowo i Wolę.

Naokoło do parku na Kole

Ulica Księcia Janusza przebiega obecnie po wiadukcie nad trasą S8 i torowiskiem, od zachodu wznosząc się długim podjazdem przy granicy uczęszczanego parku. Dla mieszkańców licznych budynków powstałych ostatnimi laty wokół Fortu Bema jest to jedyna droga do parku na Kole i sąsiadującego z nim lasu.

To zdjęcie dobrze ilustruje, jak wiele miejsca powstało po przesunięciu jezdni. Aż się prosiło, aby wykorzystać je na zejście w stronę parku (na południe) jak najbliżej przyczółka.

Przed zmianami piesi i rowerzyści sami wytyczyli połączenie parku z ulicą tuż przy przejeździe kolejowym. Używano go bardzo intensywnie.

Projektanci nie wzięli tych względów pod uwagę. Odgrodzili park od chodnika na długości 150 metrów (!) płotem – nadużywanym i wybitnie szkodliwym dla estetyki elementem miejskiego krajobrazu w Polsce.

Nasyp widoczny na poprzednich zdjęciach wcześniej nie istniał. Na tym zdjęciu widać przygotowania do jego budowy wraz z przyczółkiem wiaduktu. Czy coś stało na przeszkodzie, by np. poprowadzić kładkę łączącą wiadukt z parkowym pagórkiem widocznym na drugim planie? Tylko bariery mentalne.

Pieszo – rowerowy spacerniak

W efekcie liczne rzesze spacerowiczów nie mogą od razu za wiaduktem zejść do parku. Muszą przez 150 metrów podziwiać szpetny płot i kostkę bauma, słuchać silników i wdychać spaliny. Wprawdzie płot ten wreszcie się kończy, ale na pieszych czyha 20 cm krawężnika, ze skutkami jak na tym zdjęciu. Nigdzie aż do ul. Obozowej nie natrafimy na niższy krawężnik i choćby trochę żwiru, aby stopy i kółka wózków nie grzęzły w błocie.

Kolejne istotne zaniechanie tego przedsięwzięcia to brak jakiejkolwiek infrastruktury dla rowerów, choć ul. Ks. Janusza odgrywa ważną rolę w ruchu międzydzielnicowym. Poruszanie się po jezdni wraz z pędzącymi autami jest dla wielu cyklistów mało komfortowe, więc nie brakuje ich na wąskich chodnikach. Na tym zdjęciu udało się uwiecznić aż czterech.

Warto zauważyć, że bariera energochłonna nie chroni niechronionych uczestników ruchu. Zamiast odseparować nią jezdnię od chodnika umieszczono ją w taki sposób, jakby bezpieczeństwo pieszych było nieważne i mieli tworzyć dodatkową żywą tarczę ochronną.

Zakończenie chodnika po stronie północno-wschodniej dobrze ilustruje podejście inwestora i projektantów do ruchu pieszego. Wydeptana ścieżka mówi sama za siebie o potrzebach pieszych. Musieli jednak czekać kilka lat na jej utwardzenie. Zwężająca przejście zawalidroga pozostała. Poszanowanie przepisów regulujących geometrię chodników również ma się świetnie.

C.d.n.

Ekspresowe arterie w terenach niezabudowanych tworzą dotkliwą barierę dla zwierząt, a w miastach – dla ludzi. Drogowe obce ciało w tkance miejskiej fatalnie wpływa na jej walory decydujące o jakości życia. Trąci banałem? Oczywiście. Niestety nie dla każdego. Projektantom trasy S8 w Warszawie jej przepustowość przesłoniła żywy miejski organizm leżący dookoła. Na zminimalizowanie szkodliwych skutków jego fragmentacji zabrakło wyobraźni. Nie tylko w przypadku ulicy Ks. Janusza. W następnym odcinku przyjrzymy się bliżej skrzyżowaniu trasy S8 z ul. Powstańców Śląskich.